Efekt domina – opowiadanie

Megan Stielstra, 12.07.2012

Stawiam sto dolców, że opowiedziałeś kiedyś historię, która zmieniła czyjeś życie. Bardzo prawdopodobne, że nawet nie byłeś tego świadom. Rozmawiałeś tak jak zawsze to robisz – dzieląc się szalonymi, pięknymi, tragicznymi czy głęboko skrywanymi doświadczeniami – z dziewczyną na pierwszej randce czy z kolegą w pracy, a może ze swoim partnerem. Może była to osoba siedząca obok ciebie w autobusie albo tysiąc bezimiennych ludzi, którzy czytają twój blog czy może nawet kelnerka z tego miejsca, w którym co niedziele jadasz brunch. Czy kiedyś przeszło ci przez myśl, że ta kelnerka naprawdę uważnie słucha, co mówisz? To, co usłyszała mogło zmienić jej życie.

4464103943_be869a8450_b
koocbor, flickr, cc by-sa 2.0

Przez ponad dekadę byłam kelnerką w restauracji w Chicago, do której ludzie przychodzili na brunch. Nazywała się Bongo Room i była znana ze swoich niesamowitych francuskich czekoladowych tostów z mascarpone i niewyobrażalnie wielkich tłumów czekających, aby je zjeść. Co niedziele przychodzili do niej ci sami goście – nazwijmy ich Steve, Jim, Mark i Chip. Steve, Jim i Mark byli chodzącymi przykładami tego, jacy są ludzie, którzy na siłę próbuję być fajni. Ubrani od stóp do głów w Abercrombie and Fitch, rozmawiali o ostatniej nocy w klubie go-go i starali się przypodobać, żeby przyspieszyć obsługę ich stolika.

– Cześć jak masz na imię? – pytali, gdy podchodziłam do stolika.

– Cześć Megan! Nazywamy się Steve, Jim, Mark i Chip!

Nie zawracałam sobie głowy, żeby powiedzieć im, że już mi to mówili, mówili tydzień temu, mówili mi osiemnaście tysięcy razy. Wszyscy tylko narzekają, więc pośpieszcie się z tymi naleśnikami i Krawywymi Mary, bo czas oczekiwania na stolik jest za długi, a do tego koleś przy stoliku 23 wyzywa swoje jajka po benedyktyńsku. Do tego wszystkiego trafia mi się dziewiątka przy stoliku 24, ośmiu z nich zamawia sojowe latte – sojowe, na miłość boską. Nie mam czasu się nad tym tu z wami zastanawiać, więc może już zamówicie?

Oczywiście trochę im to jeszcze zajęło.

– Widzisz ją?– zapytał Chip, kiwając głową na dziewczynę siedzącą kilka stolików dalej. Była idealna – lśniące włosy, świetne ciało, wielki uśmiech. Była jak modelka z reklam lakieru do włosów, a ja spojrzałam na Chipa i odpowiedziałam, że widzę.

Zapytał, czy mogłabym się dowiedzieć, czy ma męża, po czym Steve i reszta zaczęli się śmiać. Powinnam tu zaznaczyć, że Chip nie był jak pozostała trójka. Był łysiejącym facetem przy kości, który na pierwszy rzut oka wydawał się nudny. Określenie doradca podatkowy pozwala wyobrazić sobie, co to za typ.

– Ty chcesz się z nią umówić? – spytali Steve, Mark i Jim.

Zawsze się do niego tak zwracali, czasami był celem ich ironicznych docinek, a czasami po prostu workiem treningowym. W momencie, gdy Chip zwyczajowo zacząłby się śmiać razem z nimi, tym razem zareagował inaczej. Złapał na krawędź stołu i powiedział: – Nie chcę się z nią umówić, chcę ją poślubić.

Odzew był natychmiastowy: nawet po swoim trupie by się z tobą nie umówiła, takie dziewczyny zjadają takich jak ty na śniadanie – jako przystawkę do głównego dania – powtarzali Steve, Mark i Jim. Chip spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem i jeszcze raz mnie poprosił.

To „proszę” przekonało mnie.

Podeszłam do stolika i chciałam szybko zerknąć, czy ma obrączkę, a potem wrócić z werdyktem do Chipa, lecz nie było to takie proste. Dziewczyna siedziała ze swoją lewą ręką na brzuchu, tak że dłoń zakrywał łokieć. Obserwowałam ją prawie pół godziny i cały ten czas jadła, gestykulowała i piła przy użyciu prawej ręki.

– No i? – zapytał Chip.

– Pracuję nad tym – odpowiedziałam.

Potem podeszłam do jej stolika i upuściłam serwetkę na podłogę, by kucnąć i podnieść ją, a tak naprawdę, żeby przyjrzeć się jej lewej dłoni w poszukiwaniu obrączki. Nie udało się.

– Co ty robisz? – zapytała mnie koleżanka na zmianie Molly, gdy wróciłam już na zaplecze.

Wszystko jej opowiedziałam, a ona zaczęła, że to takie romantyczne, podskakując i klaszcząc przy tym dłońmi.

– To zupełnie jak jedna z tych sytuacji w metrze, gdy widzisz kogoś, kto przykuł twój wzrok, patrzycie się na siebie, a gdy staje się to zbyt intensywne, odwracasz wzrok, gdy znowu spojrzysz, to on odwraca wzrok. Zawsze zastanawiałem się, jakby to było, gdyby nie zrywać tego kontaktu wzrokowego i patrzeć dalej – opowiadała Molly.

Ja nie wiedziałam, jak to jest.

– Nigdy się tego nie dowiemy, bo nikt nigdy nie próbuje! – powiedziała.

Zanim w pełni zdążyłam zebrać się, aby coś zrobić, dziewczyna Chipa wstała i zaczęła sięgać do kurtki, opuściła lewą rękę i nie, nie było na niej pierścionka, ponieważ nie miała żadnych palców. Owszem była dłoń i kilka kikutów różnych wielkości w miejscu, w którym powinny znajdować się palce, ale ich nie było. Podeszłam do stolika Chipa, i powiedziałam, że ona nie ma palców u lewej ręki. Spojrzeli na mnie pusto i bez wyrazu, więc podniosłam lewą rękę i zacisnęłam palce w pięść.

Nie ma żadnych palców – powtórzyłam.

Steve, Jim i Mark prawie zemdleli ze śmiechu. Przecież spodobała mu się taka, że jak już się zebrał na odwagę, to coś takiego wyszło na jaw, że już teraz pewnie nie jest taka idealna – lecz on ich nie słuchał. Obserwował, jak opuszczała lokal – a potem zrobił ostatnią rzecz, jakiej można by się spodziewać po takim z pozoru popychadle jak Chip, wstał i wybiegł za nią

Ponad sześć miesięcy później, chodziłam po restauracji, dolewając kawy, gdy przy dwuosobowym stoliku w przedniej części lokalu zobaczyłam Chipa – który, tak na marginesie, wyglądał fantastycznie. Ogolił głowę, przypakował i nosił o wiele lepsze rzeczy niż kiedyś. Można powiedzieć, że wyglądał jak dyrektor sporego portalu społecznościowego i choć nie mogłam uwierzy, to był to właśnie Chip. Łatwo było znaleźć przyczynę tak wielkiej przemiany, ponieważ naprzeciw niego siedziała ona – ta dziewczyna, jego piękna, idealna dziewczyna, bez kilku palców.

Ledwo opanowałam radość.

7772794404_055c289f79_o
rossyyume,flickr, cc by-nc-nd 2.0

Opowiedzieli mi całą historię, jak dogonił ją na chodniku, jak nie wiedział, co powiedzieć, ponieważ nigdy wcześniej nie odważył się na coś takiego, ale co mu szkodziło – spróbował i teraz, gdy ludzie pytają, gdzie się poznali, opowiadają historię szalonej kelnerki z Bongo Room, która czołgała się po podłodze w ich sprawie.

Słysząc tę historię, uświadomiłam sobie coś niezwykle ważnego. W tamtym czasie nikogo nie miałam, byłam trochę zgorzkniała – miałam dość. Wy też tak mieliście? Wiedząc, że gdzieś tam jest dwójka ludzi, która po prostu spróbowała, postawiła wszystko na jedną kartę i im się udało? Miało to na mnie wielki wpływ, wystarczająco duży, żeby zacząć próbować zmienić coś w swoim własnym życiu. Wystarczająco duży, żebym cały czas dzieliła się tą historią z przyjaciółmi, którzy są w podobnej sytuacji. To właśnie piętno, jakie ta historia odcisnęła na moim życiu było powodem napisania tego tekstu do serii zbiorów opowieści publikowanych przez grupę 2nd Story, z którą współpracuję. Opowiadamy w nich nasze historie z nadzieją, że zainspirują odbiorców do rozmyślania nad życiem, swoją własną historią – a także do dostrzeżenia, że choć bardzo się różnimy, to nadal istnieje wiele rzeczy, które nas łączą.

Tu właśnie widać potęgę opowieści: powierzyli mi jedną niczym dar (wyobrażam ją sobie owiniętą w lśniący papier z kokardką i ręcznie robionym liścikiem). W tym darze odnajduję części samej siebie, które gdzieś się zagubiły, części świata, których nie mogłam sobie wyobrazić i aspekty życia, którego dalsze poznanie jest moim wyzwaniem. Jest też – i to ważne, jeśli nie kluczowe – dzielenie się tym darem w moich własnych tekstach. Chodzi mi o tak zwanym efekt domina: gdy słyszę, oglądam czy czytam pewną historię, a potem opowiadam ją wszystkim, a ci wszyscy opowiadają ją wszystkim innym – a gdzieś w tej wielkiej grupie ludzi jest osoba, która dokładnie w tym momencie swojego życia, potrzebuje tego przesłania bardziej niż kiedykolwiek będziemy w stanie to sobie wyobrazić.

Robimy to cały czas: „Posłuchaj, obejrzałam, przeczytałam genialną rzecz! Nazywa się The Danger of a Single Story, Tiny Beautiful Things czy Colossal, czy cokolwiek innego autorstwa Roxane Gay, czy Risk, Shadow Show, Unnatural Spaces, The Princess and the Warrior, Symphony City, Walking Dead lub Share or Die, czy inne z tysiąca książek, sztuk, filmów, komiksów, artykułów czy blogów, które czytasz każdego dnia, to wszystko sprawiło, że zaczęłam zastanawiać się…”.

Co?

Co ostatnia historia, którą usłyszałeś, obejrzałeś czy przeczytałeś obudziła w tobie, jakie myśli i przemyślenia? Pomogła ci znaleźć części siebie, które zagubiłeś? Części naszego świata, których nawet sobie nie wyobrażałeś? Aspekty życia, którego codzienne odkrywanie jest wyzwaniem?

Mój Boże – co za dar.

I teraz, pakujesz go i dajesz komuś innemu. Ktoś, gdzieś tam, naprawdę potrzebuje go. Może twój przyjaciel, może współpracownik, jakaś losowa osoba siedząca obok w autobusie czy może nawet stuknięta kelnerka z restauracji, do której chodzisz każdego dnia – ta, która jest gotowa czołgać się po podłodze, żeby pomóc znaleźć ci miłość twojego życia.

Tekst pochodzi ze strony Shareable.

Przełożył Kamil Matusiewicz

Tłumaczenie na licencji: Licencja Creative Commons

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s