Najodważniejsza odpowiedź na strach

Zaczynając od nieznajomych, których spotykamy przypadkowo na ulicy, a kończąc na muzułmańskich uchodźcach – dlaczego powinniśmy ujrzeć człowieka w tych, którzy wzbudzają w nas lęk?

Jeremy Adam Smith, 17.01.2016

We wrześniu jechałem podmiejskim pociągiem razem z moim 11-letnim synem. Kiedy wysiedliśmy na naszej stacji, nieznajomy mężczyzna podążył za nami i chciał zepchnąć mnie na tory, wprost pod nadjeżdżający pociąg.

5375941543_0ee53d2e27_b
Lobregs, flickr, cc by-nc-nd 2.0

Nie zostałem poważnie ranny, ale to zdarzenie wywołało traumę u mojego syna. Po tym incydencie, tygodniami cierpiał z powodu bólów brzucha i głowy. Do dnia dzisiejszego, kiedy ujrzy kogoś, kto wyglądem przypomina bezdomnego lub schizofrenika, co jest powszechnym widokiem w miejscu naszego zamieszkania, omija go z daleka, lgnie do mnie, chowa się.

Tak działa przemoc: wżera się do naszego umysłu i kształtuje nasze zachowanie.

Sporo myślałem na ten temat, zwłaszcza po zamachach terrorystycznych, które miały miejsce w Paryżu, Bejrucie, San Bernardino czy Bagdadzie na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Reakcja polityczna na wydarzenia z Paryża i San Bernardino w szczególności uwidoczniła bardzo mocne pęknięcie wśród Amerykanów, definiowane przez strach.

Po jednej stronie konfliktu stoi 31 gubernatorów, którzy od razu stwierdzili, że nie wyraziliby zgody na przyjmowanie uchodźców z Syrii, w obawie, że niektórzy mogliby okazać się terrorystami. Kandydat Partii Republikańskiej, Donald Trump, nawoływał nawet do systematycznego szpiegowania meczetów oraz wydawania specjalnych identyfikatorów dla muzułmanów. Po drugiej stronie stoją przywódcy, tacy jak prezydent Obama i kandydat na prezydenta Bernie Sanders, którzy wspólnie postulują, aby okazać uchodźcom empatię oraz budować sojusze z muzułmanami.

To zjawisko nie jest zaskakujące. Strach przed osobami z zewnątrz jest nieodłącznym elementem w dziejach imigranckiego narodu amerykańskiego. Ten strach wzmaga się od momentu zniszczenia World Trade Center w 2001 roku.

Nowym zjawiskiem jest natomiast rozprzestrzenianie się strachu za pomocą mediów społecznościowych. Wiele osób jest przerażonych zdjęciami i filmami przedstawiającymi zdarzenia z Paryża, które są cały czas udostępniane i komentowane na Facebooku. Również sami terroryści napędzają ten strach poprzez wstawianie, łatwych do rozpowszechnienia, makabrycznych filmów i zdjęć. Strach od zawsze był zaraźliwy, jednak co sprawia, że jego siła rośnie, to jego istotna rola w kształtowaniu naszej tożsamości internetowej.

Obrazy przestawiające przemoc na Facebooku oddziałują na naszą podświadomość, podsycają nasz naturalny strach o własne bezpieczeństwo i przyczyniają się do reakcji „walcz albo uciekaj”. Doskonale to rozumiem. Kiedy zostałem zaatakowany, moje ciało zmobilizowało się do walki o przetrwanie, a wszystko inne zeszło na dalszy plan. Gdybym mógł odwrócić role i  zepchnąć mojego napastnika z peronu, tak jak on próbował zepchnąć mnie, zrobiłbym to. Moralność poszłaby w diabły.

Jednak obrazy z przemocą o charakterze politycznym dodają do tego zwierzęcego pragnienia przeżycia specyficzny rodzaju strachu – strachu przed obcymi grupami (out-groups), w tym przypadku muzułmanami o bliskowschodnich korzeniach. Tak jak lęki mojego syna oparte są na wydarzeniach rzeczywistych, tak i ten rodzaj strachu ma swoje uzasadnienie. W Paryżu i San Bernardino prawdziwi ludzie zostali zabici przez terrorystów, którzy nazywają się (chociaż niesłusznie) muzułmanami.

Z ewolucyjnego punktu widzenia strach ma charakter funkcjonalny: pomaga nam unikać zagrożeń. Oprócz przykładów przemocy międzygrupowej, którą oglądamy w mediach społecznościowych i telewizji, dodatkowo wyobrażamy sobie, że obce grupy mogą przynieść zagrożenie związane z chorobami lub walką o zasoby naturalne. Nikt o zdrowych zmysłach nie chce, aby coś takiego nastąpiło.

15436792173_a89426778a_b
Thomas Hawk, flickr, cc by-nc 2.0

Problem polega na tym, że mamy wrodzoną tendencję do wyolbrzymiania zagrożeń, w psychologii określaną mianem efektu negatywności. Eksperymenty przeprowadzone przez naukowców takich jak Susan Fiske z Uniwersytetu w Princeton czy David Amodio z Uniwersytetu Nowojorskiego wykazały, że strach przed obcymi grupami aktywuje obszary mózgu, które ewoluowały bardzo dawno temu, takie jak ciało migdałowate. Jest to najbardziej zwierzęca część naszego mózgu, przede wszystkim odpowiedzialna za nasze reakcje obronne. To jest ta część mnie, która walczyła wtedy na peronie, ta która nie dbała, czy to było dobre, czy złe.

Co dzieje się kiedy takie amoralne zwierzęce pragnienie zdominuje grupy? Kiedyś Susan Fiske powiedziała mi, że ludzkie istoty są zwierzętami niezwykle społecznymi, zależnymi od swoich grup ze względu na pożywienie, schronienie i bezpieczeństwo. W rezultacie „bardzo dbamy o najbliższe nam grupy (in-groups). Minusem jest to, że równocześnie wykluczamy osoby, które do nich nie należą”.

Takie postępowanie mogło być potrzebne naszym przodkom, którzy żyli w małych gromadkach składających się z nie więcej niż 300 osób. Natomiast w czasach globalnej cywilizacji opartej na masowych migracjach i ogólnoświatowej sieci komunikacyjnej, mylne przekonania grupy mogą zniekształcić postrzeganie rzeczywistości oraz oddalić od siebie ludzi, którzy powinni współpracować, aby osiągnąć wspólny cel, jakim jest na przykład powstrzymanie  terroryzmu.

Badanie przeprowadzone przez C. Daryla Camerona i innych wykazało, że ludzie „wyłączają” swoje współczucie oraz empatię, kiedy czują się zagrożeni ze strony obcej grupy. Ten mechanizm sprawia, że nieznajomi wydają nam się „mniej ludzcy”, co pozwala nam odmówić udzielenia im pomocy.

Konserwatyści, którzy domagają się zamknięcia meczetów często naprawdę wierzą we współczucie, wyrozumiałość i hojność. W rzeczywistości ich wskaźnik dobroczynności może być wysoki w stosunku do innych grup. Konserwatyści mają jednak skłonność do „rezerwowania” swojej empatii dla bliskich grup, podczas gdy liberałowie próbują rozszerzyć współczucie i empatię również na grupy obcych.

Ten rodzaj rozumowania opartego na strachu prowadzi do ogromnego zniekształcenia polityki społecznej. W obawie przed terrorystami, Partia Republikańska zorganizowała kampanię, której hasłem było zakazanie 10 tys. uchodźców z Syrii wstępu na teren Stanów Zjednoczonych. Podczas głosowania Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, 242 reprezentantów partii Republikańskiej oraz 47 partii Demokratycznej poparło wstrzymanie programu zezwalającego syryjskim oraz irackim uchodźcom na wstęp do Stanów Zjednoczonych. W tym samym czasie Partia Republikańska poniosła klęskę, starając się kontrolować handel bronią na terenie Stanów Zjednoczonych. W październiku stacja CNN poinformowała, że od 2001 roku z powodu użycia broni zginęło ponad 400 tys. osób, podczas gdy w wyniku ataków terrorystycznych liczba ofiar wyniosła tylko 3380 osób. Jest to podręcznikowy przykład na to, jak strach przed obcymi grupami możne sprawić, że zajmujemy się nie tymi problemami co trzeba.

Strach nie tylko krzywdzi innych. Lata badań potwierdzają, że chroniczne odczuwanie strachu i stresu ma fatalny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Podsycając strach, media i politycy mogą tak naprawdę wyrządzać głęboką krzywdę swoim odbiorcom.

W jaki sposób można więc pokonać strach? Pierwszym krokiem jest poprawne zdefiniowanie go oraz obserwacja tego uczucia bez dokonywania osądów. Próba unikania zagrożeń jest zjawiskiem całkowicie normalnym, jednak ludzie mierzą się z problemami każdego dnia, czasami, aby chronić życie innych osób. To właśnie nazywamy odwagą, a odwaga zależy w ogromnym stopniu od tego, co uważamy za istotny, szlachetny cel.

Czy odwaga oznacza przeciwstawianie się „poprawności politycznej” oraz atakowanie muzułmanów jako grupy? A może odważnym jest ten, kto próbuje pomóc uchodźcom uciekającym przed wojną na Bliskim Wschodzie, czasem narażając samego siebie na niebezpieczeństwo. Ludzi pomagających innym będziemy uznawać za odważnych, jeśli spojrzymy na nich, jak na członków ludzkiej rodziny. Właśnie to chciał przekazać prezydent Obama podczas przemówienia na szczycie G‑20, które odbyło się w ubiegłym miesiącu.

WP_20160320_13_34_29_Pro
Koalicja Wrocław Wita Uchodźców w Dreźnie na pikniku integracyjnym dla uchodźców i mieszkańców Drezna. Autor: Robert Reisigová-Kielawski, cc by-nc-nd 4.0

Prezydent Obama powiedział: „Ludzie uciekający z Syrii są skrzywdzeni przez terroryzm. Są najbardziej narażeni na skutki wojny domowej i walk. Są rodzicami, są dziećmi, są sierotami i to jest bardzo ważne… żebyśmy nie zamykali naszych serc przed ofiarami takiej przemocy”.

Dodał również: „Kiedy ludzie mówią, że może powinniśmy przyjąć chrześcijan, ale nie muzułmanów, kiedy liderzy polityczni sugerują, że powinien być test religijny dla ludzi, którzy uciekają z rozdartego wojną kraju… to hańba. To nie jest amerykańska postawa, my tacy nie jesteśmy. Nie mamy testów religijnych na empatię”.

Według mojej oceny to właśnie jest odwaga i właśnie tę wiedzę starałem się przekazać mojemu synowi na temat ludzi mieszkających na ulicy, których spotykamy każdego dnia. Oni kiedyś byli dziećmi, tak jak on. Byli nękani przez choroby i obrażani. Powtarzam mojemu synowi, że większość z nich nie stanowi dla nas zagrożenia.

Właściwie oni potrzebują naszej pomocy, a czasem dawanie ludziom pomocy jest najodważniejszą rzeczą, jakiej można dokonać.

Tekst pochodzi ze strony Yes! Magazine, a pierwotnie ukazał się na stronie Greater Good.

Przełożyła Paula Kolanowska

Tłumaczenie na licencji: Licencja Creative Commons

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s