Kim są prawdziwi brytyjscy patrioci?

Prawdziwy patriota bardziej dba o rzeczywistość społeczną niż o sentymentalną koncepcję narodu

Geoffrey Heptonstall, 2.11.2015

W 1890 roku William Booth zwrócił uwagę społeczeństwa na panujące warunki socjalne, publikując książkę pod wymownym tytułem In Darkest England (w najciemniejszej Anglii), wydawaną zresztą do dnia dzisiejszego. Ten wyraźnie ironiczny tytuł miał wskazywać na nieludzkie warunki życia wielu ludzi nie tyle w nieznanych rejonach kraju, ale w miejscach, które od wygodnego życia beneficjentów cywilizacji dzieli ledwie kilkuminutowy spacer. Booth nie był jedynym, który obserwował, jak wiktoriańskie społeczeństwo toczy choroba nierówności. Już wtedy wielu wiedziało, że nie wystarczy ograniczać skutków ubóstwa. Należało stawić czoła problemom leżącym u źródeł niedożywienia, żebractwa, prostytucji i przestępczości. Społeczeństwo musiało wziąć odpowiedzialność za niedolę wielu obywateli.

uk flag
JelleS, CC BY 2.0

Takie podejście leżało u podstaw wielu prężnych charytatywnych przedsięwzięć, takich jak  Armia Zbawienia założona przez generała Williama Bootha, fundacje naukowe, stowarzyszenia i oczywiście organizacje polityczne, które dążyły do przebudowania społeczeństwa. Reformatorzy, radykałowie oraz rewolucjoniści potrafili zgodzić się, że należy zmienić sposób patrzenia na społeczeństwo.

Gazeta „The Daily Mail” zareagowała z typową troską i mądrością. Skrytykowano na jej łamach powieść Germinal Émile’a Zoli jako “zbędny obraz uwłaczającego zdarzenia”. Po co w ogóle ktoś chciałby psuć dobre samopoczucie pożądanych obywateli historiami o niedoli? Oczywiście wszyscy jesteśmy świadomi, że takie rzeczy mają miejsce. Chyba nie musimy jednak o nich mówić, skoro jedyne, co możemy zrobić, to tak współczuć i pomagać, by nie zniszczyć tego, co dla nas najcenniejsze. Moja rada: niech biedni przestaną narzekać i wezmą się do roboty.

Motywem tych, którzy podnoszą larum jest oczywiście zazdrość lub nienawiść. Biedni zwyczajnie zazdroszczą bogatym rozumu i owoców ciężkiej pracy. Natomiast bogaci, którzy użalają się nad biednymi nie są godni swojego majątku i zapewne mają niecne zamiary. Jednak są wśród nas ludzie, którzy kochają swój kraj i są gotowi bronić go nie tylko przed wrogiem na zewnątrz, ale i przed tym wewnątrz.

Niektórzy „patrioci” skłonni są nawet mówić o „zepsutej Brytanii”. Takich słów często używali David Cameron i jego sojusznicy w świecie polityki i mediów zanim doszli do władzy. Chodziło o to, że niewłaściwa polityka oparta na obcych ideach wywodzących się z socjaldemokracji – pomimo jej demontażu w latach 80. – nadal niszczyła więzi społeczne. Dzięki zdroworozsądkowej polityce gospodarczej, Wielka Brytania miała ponownie stać się spójnym i silnym narodem.

cctv
Carollainy, CC BY-SA 2.0

Zgodnie z powyższym, atak prawicy na społeczeństwo podszyty jest patriotyzmem, zaś oparta na twardych danych lewicowa krytyka społeczeństwa to nic więcej jak nienawiść do „naszego” państwa. Według prawicy, pogarda dla socjaldemokracji jest źródłem dumy narodowej. Troska o dobro wspólnoty jest z kolei mocno wywrotowa.

Ponieważ powszechny nacjonalizm opiera się na nieuświadomionych emocjach, trudno walczyć z nim racjonalnymi argumentami. Jego podstawy logiczne są wątłe i niejasne. Trudno na poważnie rozważać słuszność nacjonalizmu, który lepiej znosi jazgot niż rozum. „The Daily Mail” nigdy nie przepuści okazji, by pokazać, jak „kraj schodzi na psy” i nie widzi sprzeczności między oczernianiem społeczeństw a swoim rzekomym patriotyzmem.

W kontekście Wysp Brytyjskich patriotyzm jest skomplikowaną kwestią. Wątpliwości budzi już sama idea, że Wielka Brytania jest jednym narodem. Przecież mamy unię z różnymi językami, zwyczajami, kodeksami i parlamentami. Wielka Brytania nie jest i nigdy nie była jednorodna, a różnorodność nigdy nie była łatwa. Mieliśmy powstania i przesiedlenia Szkotów, rewolucję irlandzką, Charlesa Stewarta Parnella działającego na rzecz autonomii Irlandii, powstanie wielkanocne w Dublinie, konflikt w Irlandii Północnej, działania niepodległościowe walijskiej partii Plaid Cymru i irlandzkiej Sinn Fein, czy wreszcie separatystyczne ambicje Szkockiej Partii Narodowej. Wszystko to pokazuje powracające niezadowolenie w królestwie jednoczącym tak różne tożsamości. Idea wspólnego dziedzictwa, tradycji i wartości budzi wiele wątpliwości. Różnice nie sprowadzają się do sporu o jakąś ideę między różnymi regionami. Znalezienie jednej spójnej tożsamości wymaga stworzenia tableau symboli, które albo uwydatniają odmienność (na przykład tradycyjne tańce ludowe, walijskie pieśni bardów lub szkockie kilty) albo skupiają się na Londynie i jego okolicach (Katedra św. Pawła w Londynie, molo w mieście Brighton czy znana z wyścigów konnych wieś Ascot).

Posługując się stylem rodem z XVIII wieku, Winston Churchill napisał swoją historię patriotyzmu i nazwał ją w dosłownym tłumaczeniu „historią ludzi mówiących po angielsku” (A History of the English-Speaking Peoples). Co istotne, również z uwagi na środowisko, z którego się wywodził, Churchill dostrzegł, że nie ma czegoś takiego, jak brytyjska tożsamość bez piętna imperializmu i różnych kultur obecnych na wyspach. Na pewno warto podjąć próbę określenia istoty kosmopolitycznej kultury anglojęzycznej ludności. Nie warto natomiast budować mitu narodu okopanego na wyspie, zjednoczonego miłością do wspólnych symboli, począwszy od królowej o niemieckich korzeniach, przez religię wywodzącą się z Bliskiego Wschodu, aż po parlament założony przez francuskiego arystokratę.

patriotism ignor
Bright Meadows, CC BY-SA 2.0

Według patriotycznego mitu o Brytanii, naród jest powodem do dumy, choć mozaika różnych elementów, które tworzą pełen obraz społeczeństwa już niekoniecznie. Zgodnie z tą logiką, państwo jest w najlepszym przypadku złem koniecznym, tworzonym przez tajemniczych i anonimowych innych, których interesy są sprzeczne z dobrem ogółu, a na naród zawsze można liczyć. „Wybrali rząd Partii Pracy, ale naród go nie popiera”, miał grzmieć przedstawiciel Partii Konserwatywnej w 1945 roku. Sęk w tym, że naród nie jest niczym konkretnym. Jest pochodną społecznych nastrojów i nostalgii. Z kolei społeczeństwo tworzy sieć konkretnych i powszechnie znanych aktorów. Uproszczeniem jest twierdzenie, że naród da się zdefiniować w geograficznych i historycznych kategoriach. Opiera się on bowiem na mitycznej idei, sprzecznej z rozumem, którego należy się bać.

Było takie stare nacjonalistyczne hasło Afrykanerów: „Wierz w Boga. Wierz w swoich ludzi”. Chodziło w nim raczej o odruchy plemienne niż społeczne. Tożsamość narodowa była częścią mistycznej tożsamości kulturowej, której granice wyznaczało podobieństwo. Nie było wtedy nikogo z innej kultury, kto mógł dzierżyć ziemię. Od obcych nie dało się niczego nauczyć. Inne plemiona uważano za duchy barbarzyńskiej prehistorii, sprzed przybycia na ziemię obiecaną osadników i cywilizacji. Taki rodzaj patriotyzmu prowadzi do wojen. Konflikt jest jego nierozłączną częścią. Towarzyszy mu syndrom oblężonej twierdzy, a dostępne pozycje obronne są równie ciasne co radykalne.

Podobne irracjonalne postawy można znaleźć bliżej niż w Afryce Południowej. Mówienie o niektórych „Celtic fringe” (dosłownie: celtycki margines) nie jest już dopuszczalne, choć kiedy byłem młody, ten lekceważący zwrot był powszechny. Jednak marginalizacja nie zniknęła wraz ze zmianą języka. „Brytyjskość” wiąże się z symbolami tożsamości kulturowej, z którymi nie identyfikują się miliony Brytyjek i Brytyjczyków. Wielokulturowość zmieniła życie w angielskich miastach, lecz mityczny status narodu przetrwał w hrabstwach niemetropolitalnych. Nadal wiele osób gotowych jest podejmować polityczne decyzje w oparciu o kojącą fantazję o narodzie, który nigdy nie istniał.

Naród ten nigdy nie istniał, ponieważ idea państwa narodowego wyczerpała się razem ze spirytualizmem w XIX wieku i niewiele ma już wspólnego z rzeczywistością. Koncepcja autonomicznych narodów jest względnie nowa i sięga końca średniowiecza. „Nasze królestwo jest imperium”, głosi szkic Aktu Supremacji autorstwa Thomasa Cromwella – słowo imperium jest tu użyte w starym znaczeniu autonomicznego królestwa. Wcześniej Anglia była częścią świata chrześcijańskiego, który przynajmniej w teorii podlegał Świętym Cesarzom Rzymskim. Henryk VIII, monarcha niewielkiego królestwa Anglii, nie miał żadnych szans na koronę cesarską. Jego porażka zapewne ułatwiła wspomniany rozłam. A wraz z nim powstał mit, który później usprawiedliwiał wieki piractwa, niewolnictwa, wojen i podbojów.

Wtedy okazało się, że historia podlega rewizji. Ryszard I Lwie Serce został godnie uhonorowany i ma wspaniały posąg przed parlamentem, choć nie mówił po angielsku i spędził tylko kilka miesięcy swojego życia w Anglii, która w XII wieku była prowincją imperium andegaweńskiego. Jego królewska małżonka nigdy nie odwiedziła Anglii – ale skończmy już z tymi niepatriotycznymi uwagami.

jillenium00, CC BY-NC 2.0

Założycielski mit leży u podstaw każdej grupy i dobrze by było, żeby miał on jakieś odniesienie do faktów. Napisana na nowo historia Brytanii zanurzona jest w swoistej mistyce, której niuansów nie można w pełni wyrazić we współczesnym, wychowanym w duchu liberalizmu społeczeństwie. Mit ten zamyka się na próby badania przez świadome umysły. Nie uwzględnia międzykulturowej wymiany literatury czy idei, którymi te umysły się karmią. Według niego tożsamość narodowa jest elementem oporu wobec współczesnej historii społecznej. Idee, zwłaszcza te europejskie, są agresywne i przewrotowe. Dzięki opiece Korony i niezawisłości naszego dziedzictwa, odwrócimy bieg historii, a nasze wyspy znów będą wolne.

Cóż to za osobliwy patriotyzm, jeśli odrzuca wielopokoleniowe zmiany społeczne, sprzedaje za granicą majątek będący własnością publiczną oraz nie okazuje żadnego szacunku mieszkańcom, rodzinom i wspólnotom, którzy potrzebują pomocy społecznej. Bardziej sensowna wydaje się lojalność wobec ideału cywilizowanego społeczeństwa niż wobec anty-społecznej abstrakcji. Postępowe umysły dochowują wierności właśnie takim ideałom, które zasługują na szacunek. Taki patriotyzm jest godny przysięgi złożonej przez każdą osobę w parlamencie – łącznie z Jeremym Corbynem – z większym lub mniejszym zrozumieniem naszych wspólnych obywatelskich obowiązków. Mit o Brytanii jest fałszywy, a na uwagę zasługuje rzeczywisty obraz życia na wyspach.

* Geoffrey Heptonstall jest znanym poetą, pisarzem i eseistą.

Test pochodzi ze strony Open Democracy.

Przełożyli Aneta Biel, Małgorzata Bondarczuk, Kamil Dulanowski, Marta Drozdowska, Angelika Klisz, Patrycja Król, Dawid Marczyk, Katarzyna Mazur, Klaudia Mroczkiewicz, Paulina Nawrot, Piotr Nowicki, Ewelina Szelka

Tłumaczenie na licencji: Licencja Creative Commons

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s